Dzisiaj jest Poniedziałek, 21 października 2019

Galeria Extravagance

logotyp
Sosnowieckie Centrum Sztuki - Zamek Sielecki
wystawa trwa
11.05.2013 _ 16.06.2013
Sosnowiec 41-211
ul. Zamkowa 2

Auto-Foto-Referencje. Wystawa członków i kandydatów ZPAF Okręg Dolnośląski

Wernisaż wystawy 10.05.2013 (piątek),  godz. 18.00
Wystawa trwa do 16 czerwca 2013 r.

Kuratorzy wystawy:

Czesław Chwiszczuk (ZPAF O. Dolnośląski) i  Małgorzata Malinowska-Klimek (SCS-ZS)

„Auto-Foto-Referencje. Wystawa członków i kandydatów ZPAF Okręg Dolnośląski” Wystawa będzie wyjątkową okazją, aby zobaczyć najciekawsze fotografie twórców, stowarzyszonych w oddziale Związku Polskich Artystów Fotografików z siedzibą we Wrocławiu. To środowisko niezwykłe, pełne oryginalnych osobowości twórczych, dynamiczne, zróżnicowane, a zarazem obdarzone rysem wspólnego rozumienia fotografii. Tematem prezentowanych zdjęć będzie autoportret.

Autoportret to szczególny rodzaj zdjęć. Pozornie nie różnią się one od innych. Przeznaczeniem ich jest jednak istnieć bardziej dla ich twórców, niż dla odbiorców. Ich ostateczny sens dla tych ostatnich pozostanie w jakimś stopniu hermetyczny i nieodgadniony. Skoro tak, skoro autorowi powinno wystarczyć samo wykonanie zdjęć, to dlaczego, w efekcie końcowym, zazwyczaj przeznacza je do upublicznienia? Przyczyna leży chyba w tym, że doświadczanie świata poprzez siebie, potwierdzone obiektywizmem fotograficznego zapisu, jest rzeczywiste, autentyczne, także mistyczne, ale przecież i niewysłowione w swojej unikalności, nie da się go z niczym porównać i niczym zastąpić.

PIOTR KOMOROWSKI




Uczestnicy wystawy:

Jacek Braun
Czesław Chwiszczuk
Andrzej Dudek-Dürer
Tomasz Fronckiewicz
Waldemar Grzelak
Katarzyna Karczmarz
Piotr Komorowski
Jacek Lalak
Magdalena Lasota
Ewa Martyniszyn
Dorota Sitnik
Maciej Stawiński
Małgorzta Skoczylas
Alina Ścibor
Iwona Wojtycza-Fronckiewicz
Waldemar Zieliński

Na wernisaż wstęp wolny. 

Katalog ineraktywny

 


 

Piotr Komorowski
"Bardziej niż lustro"

Zwrócenie uwagi nawłasną podmiotowość jestpierwszym istotnym momentem w budowaniu odrębności i poczucia autonomii w stosunku do otaczającej nas rzeczywistości. Wstępnym warunkiem tego złożonego procesu było i jestuświadomienie sobie swojego fizycznego wyglądu. Chwila, gdy człowiek poraz pierwszy rozpoznał w wodnej tafli swoje odbicie i przeczuł jego sens, zapewne swoją siłą dorównywała przebudzeniu samoświadomości. Odtego czasu zaczęła sięnasza transformacja zesfery magicznych i rytualnych zachowań w obszar upodmiotowionego, spersonalizowanego bycia. Uświadomienie sobie własnej odrębności przekształciło sięz czasem w ugruntowane ego, tozaś spowodowało potrzebę zaistnienia własnego wizerunku w formie trwałej, umożliwiającej zobaczenie siebie w relacji zeświatem z pozycji kontemplującego i oceniającego obserwatora.

Autoportret topojęcie szersze niż bysięz pozoru wydawało, zwłaszcza, gdy spośród wielu metod zapisu wybierzemy fotografię, jako wyjątkowo przeźroczysty sposób obrazowania. Mieczysław Wallis, znawca problematyki, napisał między innymi: Zewszystkich przedmiotów fizycznych, jakie spostrzegam w otaczającej mnie przestrzeni, jeden przedmiot jestdlamnie przedmiotem jedynym w swoim rodzaju, wyjątkowym, madlamnie szczególnie doniosłe znaczenie: moje ciało. Moje ciało, zwłaszcza moja twarz, jest(...) moim publicznym, dostępnym dlawszystkim obliczem. (...) Moje ciało poznaję inaczej, niż wszystkie inne przedmioty fizyczne i mój stosunek doniego jestinny, niż mój stosunek dowszystkich innych przedmiotów fizycznych.[1]

Zasadniczo – istnieją dwie metody postępowania przy wykonywaniu autoportretu. Można sfotografować siebie w konwencji dokumentalnej, alemożna teżodniej odejść w kierunku celowego, wcześniej założonego, wyreżyserowanego obrazu. Todrugie działanie wymaga jednak przyjęcia odfotografa szczególnej strategii, określanej mianem autoinscenizacji. Przyoblekanie swojej osoby w nieprzypadkowy kontekst scenograficzny, aleprzede wszystkim sposobność odegrania specjalnej roli naużytek fotografii, wytworzyło ten rodzaj metafory, której sens polega niena ukazaniu wyglądu jako takiego, alenawytworzeniu kulturowego, często wręcz archetypicznego kodu porozumienia z odbiorcą. Choć jawnie niekiedy fabularyzowane sceny mogą być wyalienowane z codziennego doświadczenia, tow istocie wynikają z głębokiego przeżycia wewnętrznego, wskazując naobszar, w którym najintensywniej odczuwa sięwłasną, często niewygodną i traumatyczną, zazwyczaj zaś rzadko w świecie realnym potwierdzaną prawdę o sobie. Inscenizacyjna strategia niesłuży ukryciu prawdy lub jej wynaturzeniu, przeciwnie, sprzyja wydobyciu – pod maską symbolu – obszarów nieograniczonych buforującym oddziaływaniem codzienności. Ponadto, wydaje się, żadna mistyfikacja nieukryje niepowtarzalnej aury osobowości, którą roztacza wokół siebie każdy człowiek. Autoinscenizacje fotograficzne mogą komentować rzeczywistość społeczną, jakuczyniła tonp.Cindy Sherman w Untitled Film Stills, alemogą sięteżodnosić doświata groteski, absurdu, teatru – jaktomiało miejsce u Witkacego, jednego z prekursorów takiej metody.

Jeśli bynietraktować koncepcji fizjonomików nazbyt ortodoksyjnie, tomożna założyć, iż pewne gesty ciała, mimika twarzy, czywreszcie przyjęcie określonej psychologicznej konwencji zaistnienia narzecz fotograficznej notacji wcale niemuszą być tylko fikcją, bardziej lub mniej udawanym odegraniem roli. Doświadczenia Grotowskiego a także Dudzińskiego wskazują, iż inscenizacja – jeśli jestbyciem autentycznym, chociaż odgrywanym naokoliczność spektaklu – niemusi pozostawać przy rygorze sztuczności i czystego naśladownictwa, jaktomamiejsce w klasycznym teatrze.

Zagranie roli w swoim własnym projekcie artystycznym stanowi o szczególnym wymiarze autoinscenizacji, bowiem wymaga odfotografa wyjścia zestrefy cienia. Pozycja vojerysty, taksującego rzeczywistość podług własnej fantazji, zostaje poddana próbie ogniowej: oto podmiot postrzegający przechodzi równolegle napozycję postrzeganego przedmiotu. Jestobserwatorem i obserwowanym, lecz nigdy dokońca weryfikowalnym obiektem zdjęcia. Nikt bardziej niż sam fotograf niezdaje sobie sprawy z mistyfikującej roli zdjęcia, nikt teżbardziej niezdaje sobie sprawy z bezkompromisowego wejrzenia fotografii w naturę rzeczywistości, kiedy to trzask migawki komunikuje nieodwołalność zapisu, zewszystkimi tego konsekwencjami. Występując przed kamerą fotograf nieuczestniczy zatem w klasycznym akcie fotografowania (gdzie role sąściśle podzielone), niejestteżdokońca sobą – raczej gra siebie. Autoinscenizacja toakt kreacji, będący wistocie samowyzwoleniem z obszaru ugruntowanych wyobrażeń naswój temat, opartych często nabłędnych, wyimaginowanych przesłankach, chociaż niekoniecznie mających charakter aksjologiczny. Efektem końcowym jestzawsze nieruchomy, niezmienny raz nazawsze, nieprzekupny, mechaniczny obraz: (...) jestwięc tak, żefotografia ogranicza osobisty ogląd, uzależnia goodoczywistości tego, cowidzialne, i równocześnie daje dozrozumienia, żejestonzbyteczny. Toteż każdy patrzy naswój obraz tak, jakby to, żepowstaje ongdzieś poza linią horyzontu, budziło niepokój i pewne niedowierzanie. Patrzący mógłby – niew złej wierze – utrzymywać, żenierozpoznaje siebie. Alejakdługo? Siła perswazji, którą odznacza sięten dowód istnienia, jestogromna. Lustro oślepia przeglądającą sięw nim przez chwilę postać, poczym zaraz o niej zapomina i odzwierciedla coinnego, natomiast fotografia osacza i powtarza ciągle tosamo, dopóki nieuwierzy sięjej. Eksponuje bez końca.Głupia, niewzruszona, uparta” – jakokreślił jąBarthes.[2]

Oto dzięki niej, fotografii, widzimy to, conacodzień dlanas niewidoczne: wyróżniamy siebie samych jako obiekty poddane mechanicznemu zapisowi, które – jako takie – wymykają siędyktatowi czasu. Jesttozatem, jakzauważa Pontremoli, sytuacja przekraczająca fenomen zwykłego, lustrzanego odbicia, krańcowo strywializowanego w codziennej krzątaninie. Fotograficzny obraz jestutożsamieniem pewnej sytuacji, aleprzede wszystkim zawieszonym w czasie jej punktowym istnieniem. Tozaś może skutkować odnalezieniem ukrytej symboliki, którą dostrzegamy dopiero w akcie kontemplacyjnego skupienia nad obrazem. Odbicie w lustrze nie jesttym samym, bowiem nie posiada dystansu, owego obiektywizującego spojrzenia z zewnątrz. Świat istniejący toświat skatalogowany. Fotografia kataloguje, odbicie w lustrze – nie. Odbicie jestdynamiczne, jestodwrotną stroną tego samego strumienia rzeczywistości, jestzatem nieatrakcyjne, bośmiertelne i skończone. Fotografia mitologizuje, unieśmiertelnia nasze ciała, a myskwapliwie odnajdujemy w niej to, cozaświadcza o naszej duchowości. Arystoteles głosił nierozerwalny związek jednego z drugim: jego idea duszy istniejącej tylko w komunii z ciałem jestwięc cennym potwierdzeniem doświadczenia będącego naszym udziałem. Zaczynamy wierzyć, żeistnieje bezpośredni związek tego cocielesne, z tym coduchowe. Niewynika tojednak z prostej, zwyczajowej interpretacji. Niejestzatem tak, że naprzykład brzydkie, nieestetyczne ciało reprezentuje nikczemną duszę, a smukłe i piękne zwiastuje dobro i wzniosłość. Fotografując siebie (czyli swoje ciało) doznajemy pewnego rodzaju oszołomienia, wstrząsu. Stajemy sięw jednym momencie obiektem, który zachwilę wiedzie już swoje własne życie – poza naszym akceptującym przyzwoleniem. Spojrzenie nafotografię staje sięnagle kategorią zaciemniającą rozpoznanie prawdy, bociało zdaje sięjuż nienależeć donas, niejestjuż spolegliwe i posłuszne naszej woli. W sposób oczywisty zaciekawia jednak zauważalna przystawalność do czegoś, cowyczuwamy głęboko w sobie, copowoduje, żeumysł obleka sięw cielesność i daje nasiebie spojrzeć w tej dostępnej zmysłom rzeczywistości. Powstaje złudzenie, żeprawda daje sięrozpoznać w świetle zwyczajnego dnia, żeistnieje połączenie tego cotranscendentne z tym comaterialne. Być może jesttostan wewnętrznego skupienia rezonujący z tym cozasadnicze i pierwotne? Patrząc naswój fotograficzny wizerunek, zadajemy sobie banalne w swojej istocie pytanie: czymże zatem, lub kimże jestem? Niemając ostatecznej gwarancji poprawności takiego myślenia, możemy założyć, żewłaśnie ciało jestpewnego rodzaju holograficznym odzwierciedleniem wizji poszukiwanej prawdy, choć nieoznacza to, żejesttodroga zawsze i w pełni dostępna naszemu doświadczeniu. Fotografia, poprzez auto – foto – kreację, pomaga uczynić nam siebie przedmiotem eksperymentów, pozwala zobaczyć własną osobę nawet w krańcowo drastycznym przedstawieniu, umożliwia wgląd w swoistą kontrolowaną reinkarnację. Skoro potrafimy sięzanurzyć w fabule codziennych fikcji, toprawdopodobnie równie skutecznie wnikniemy w naturę swojego własnego przedstawienia, co, być może, stworzy szansę naodkrycie przynajmniej części zasłony nacodzień szczelnie okrywającej to, czego o sobie niewiemy. Paradoksalnie jednak, niedoznajemy ostatecznego ukojenia. Rodzą siękolejne niewiadome, boobraz fotograficzny zawiera teżtajemnicę, zawieszoną w niejasnym przeczuciu, żewciąż przemykamy popowierzchni rzeczy.

Autoportret toszczególny rodzaj zdjęć. Pozornie nieróżnią sięone odinnych. Przeznaczeniem ich jestjednak istnieć bardziej dlaich twórców, niż dlaodbiorców. Ich ostateczny sens dlatych ostatnich pozostanie w jakimś stopniu hermetyczny i nieodgadniony. Skoro tak, skoro autorowi powinno wystarczyć samo wykonanie zdjęć, todlaczego, w efekcie końcowym, zazwyczaj przeznacza jedoupublicznienia? Pomijając rozmaite koniunkturalne motywacje, przyczyna leży chyba w tym, żedoświadczanie świata poprzez siebie, potwierdzone obiektywizmem fotograficznego zapisu, jestrzeczywiste, autentyczne, także mistyczne, aleprzecież i niewysłowione w swojej unikalności, nieda sięgoz niczym porównać i niczym zastąpić. Pokusa, aby podzielić sięz innymi tym szczególnym egzystencjalnym doznaniem, jestbardzo silna. Fotografia wydaje sięodpowiednim kodem komunikacyjnym, zaświadczającym o autentyczności tego doznania. Alechociaż komunikat ten wysyłany jestkuinnym ludziom, tosiła jego rażenia dotyka przede wszystkim jego nadawcę. Autoportret, z cechującym gonieodłącznym drażnieniem granic intymności oraz – jednak – przestrzeganiem reguł zapisu nakliszy, może być rozumiany jako metafora twórczości w ogóle. Problem autoportretu wykracza poza jednostkową refleksję i rzutuje naprzesłanie uniwersalne. Chodzi w tym przypadku o fakt, żew fotograficznym autoportrecie można siędoszukać koncepcji sztuki, jej źródeł, jej tajemnic, jej dramatu oraz demiurgicznego sensu.[3]

Kwiecień, 2013


[1]   Mieczysław Wallis, Autoportret, Warszawa 1964, s. 32.

 [2]   Pontremoli Edouard, Nadmiar widzialnego. Fenomenologiczna interpretacja fotogeniczności, przełożył Marian Leon Kalinowski, Gdańsk 2006, s. 117.
[3]   Urszula Czartoryska, Fotografia – mowa ludzka. Perspektywy teoretyczne, t. 2, Słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2005, s. 166-168.


 



Akceptuję
Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczone w Państwa urządzeniu. Więcej szczegółów w naszej Polityce Prywatności.
hermesbirkinae parsmovies